WIELKI WTOREK

Po jego wyjściu rzekł Jezus: „Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim chwałą otoczony, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale jak to Żydom powiedziałem, tak i wam teraz mówię, dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie”.

 To są jedne z najsmutniejszych fragmentów ze świętych kart Dobrej Nowiny. Ktokolwiek doświadczył zawodu na kimś, na kogo tak bardzo liczył, w kogo inwestował, pokładał nadzieje, swe inspiracje, ten wie, jaki to jest ból i smutek. Podobnie jest i teraz z Jezusem.

Nie było przypadku w wyborze Dwunastu, w dokonanej selekcji. On wiedział kogo wybiera, On ich chciał i pragnął. Oni byli przy nim, dzielił się z nimi swą wiedzą, mądrością, wiedział, że to jest przyszłość. I nagle zdrada, niezrozumienie, opuszczenie, pozostawienie. Jakże głęboko i mocno może zranić człowiek, którego kochamy, w którym pokładamy swą nadzieję i ufność.

Bóg się zawiódł nie raz na człowieku, na swoim dziecku, zawód teraz tym większy, że dokonany przez kogoś, od którego – być może – się tego nie spodziewano.

I jeszcze ci pozostali, zastygli w swej niewiedzy, zdziwieni ze wszystkiego, co się dzieje, jak gdyby nagle spadli z drzewa. Trzy lata przygotowań, tłumaczenia, objaśniania i nagle zdziwieni.

Pozostała samotność i ból.

To był trudny wieczór, trudna kolacja, trudne spotkanie. Od tej chwili, aż do śmierci, Jezusowi będzie towarzyszyło osamotnienie i pustka. I chociaż są uczniowie, to jednak być przy, być obok, nie znaczy, być obecnym.

Na każdego z nas może przyjść taka chwila, taki moment, gdzie zostaniemy sami, gdzie nie nadejdzie pomoc od tych, od których się spodziewamy. Rozpacz, poczucie zdrady, porażki może nas pokonać, stłamsić, znużyć, ale nie musi. Tamta samotność nie była przekleństwem, ale źródłem, co robić wtedy, kiedy jestem sam, zupełnie sam. Proś wytrwale Boga, nie jesteś sam, nie jesteś samotną wyspą. Proś, a zostaniesz otoczony chwałą, proś, nie poprzestawaj.

Nie ma chyba innych słów, które cisną mi się na usta niż słowa św. Teresy Wielkiej. Są to słowa tak trafne, że najpiękniej i najlepiej oddają to, co można jeszcze uczynić w momencie opuszczenia. Posłuchajmy.

            Niech Cię nic nie niepokoi, niech cię nic nie przeraża – wszystko mija, Bóg się nie zmienia. Cierpliwością osiągniesz wszystko, temu, kto ufa Bogu, nie braknie niczego. Bóg sam wystarczy.