TRIDUUM PASCHALNE – ŚMIERĆ BOGA

Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo rzekł: „Pragnę”. Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę pełną octu i do ust Mu podano. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: WYKONAŁO SIĘ! I skłoniwszy głowę wyzionął ducha.

            Patrząc po ludzku na całe życie Jezusa, na to wszystko co się w nim rozgrywało i to jak się ono skończyło, można powiedzieć, że to było jednym wielkim szaleństwem. Tak z ludzkiej strony to było szaleństwo, ale to nie jest i nie była ludzka logika. Wierzyć w tę historię, wierzyć w tego Człowieka to znaczy żyć, tak jak On i nie lekceważyć tego wszystkiego, co On dla nas uczynił.

            Jan przytacza słowa: „Wykonało się”. To znaczy, że krzyż jest miejscem, jest tym momentem, na którym wszystko się rozstrzyga – miejscem zbawienia. Krzyż, jako znak, nie jest symbolem tylko męki i śmierci, ale miejscem, gdzie każdy z nas został odnaleziony. To właśnie na nim Chrystus jest do końca umarły. On naprawdę przechodzi przez tę drogę, przechodzi przez tę krainę opuszczenia. Rozpoczyna się bezbożny dzień, dzień bez Boga, dzień albo chwila, wydarzenie, o którym mówimy „zstąpił do piekieł”.

            Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił – kolejne wstrząsające słowa z krzyża. Jezus wypowiada je po aramejsku. W Ewangeliach mało jest słów w tym języku: to dowód, że te słowa są autentyczne. Nie możemy myśleć o Jezusie, w tym momencie, jeśli chcielibyśmy pominąć te słowa, ten krzyk samotności wobec Boga, który wydobywa się z Jego ust. Wszelkie próby osłabienia, usprawiedliwienia tego krzyku, wytłumaczenia go: czy to przez odwołanie się do niszczącej męki, czy też przez objaśnienie teologicznego kontekstu tych słów, są w gruncie rzeczy niewiernością wobec Boga Jezusa Chrystusa.

            Jezus woła z krzyża, cierpi, umiera jako człowiek, który wie, że wolno mu oczekiwać od Boga ratunku bez żadnych ograniczeń, że Bóg jest dla niego Bogiem zawsze, aż do końca, wszędzie i zawsze w każdej sytuacji; że On jest Bogiem nie tylko poza światem (demiurgiem), ale także tu na ziemi w najgłębszej otchłani. Właśnie dlatego, właśnie wtedy, kiedy tak wierzy i ufa Bogu i kiedy tak na Niego się zdaje, człowiek nie może zrozumieć, gdzie jest Bóg, kiedy on cierpi i umiera.

            Co się więc stało? Ano to, że życie Jezusa było przyjęciem całej konsekwencji bycia jak Bóg przez człowieka, On sam przeżył własną nieobecność, samotność i śmierć, jak tylko człowiek może je przeżyć, zupełnie po ludzku. Jego potęga i chwała objaśnia się właśnie w tej godzinie, w tej chwili, właśnie w tym utożsamianiu się z człowiekiem w jego upadku i samotności. On nie odpowiada na żadne z naszych pytań o sens cierpienia i śmierci inaczej niż przez to, że jest z nami w cierpieniu i śmierci nie tylko jako człowiek, ale także jako Bóg.

            Poprzez krzyż i zstąpienie do otchłani okazuje się również, że Jezus bierze na siebie całkowity sprzeciw człowieka względem siebie, drugiego człowieka i względem samego Boga oraz wszystkie wynikające z tego sprzeciwu konsekwencje. Odtąd nikt nie ma prawa powiedzieć, że Bóg bezczynnie stoi poza i ponad wszelkimi sprawami człowieka. Krzyż jest tym punktem, na którym obwieszcza się całemu światu prawda, że nie ma już w ludzkim życiu i śmierci miejsca, gdzie człowiek jest sam – bez Boga.

            „Otchłań” to nasze piekła, to miejsca, gdzie człowiek znajduje się tak długo, aż nie zostanie uratowany przez Boga. Jezus z chwilą śmierci na krzyżu schodzi w najgłębszą otchłań po to, żeby każdego człowieka, przez swoją wiarę, z niej wyprowadzić i przywrócić do Boga. Jezus zstępuję głębiej, niż jakiekolwiek stworzenie upadło, to znaczy głębiej, niż upadł szatan. Krzyż jest większy od nieszczęścia jakiegokolwiek człowieka. Jeśli jakieś stworzenie nie uczestniczy w tym dziele, to tylko dlatego, że nie chce w nim uczestniczyć. Jeżeli szatan i inni potępieni (jeżeli tacy są – pytanie innej rangi: czy prócz szatana, ktokolwiek jest wstanie odmówić takiej łasce, takiej pomocy) nie uczestniczą w dziele zbawienia, to tylko dlatego że nie chce, ale nie dlatego że nie może.