Zapisy do I Komunii św.

W kruchcie Kościoła wystawione są formularze zgłoszeniowe do sakramentu I Komunii św. Do sakramentów pokuty i pojednania oraz Eucharystii przygotowujemy dzieci z rocznika 2011 lub starsze. Wypełnione formularze przynosimy na pierwsze spotkanie, które odbędzie się w sobotę, 19 października, w kościele, o godz. 16:00. Wszelkie pytania, niejasności proszę składać na ręce ks. Karola. Uroczystość Pierwszej Komunii św. zaplanowana jest na niedzielę 10 maja. 

Lepszy Duch niż zaduch!

Mówimy czasem, że Duch Boży jest Bogiem nieznanym. Duch Święty jest „duszą” Kościoła. Jego osoba żyje w wielu osobach tworzących Kościół. Jego twarzą jest twarz Kościoła. A ta twarz bywa oszpecona ludzkim grzechem, małością, pychą, głupotą, pożądaniem itd. Ale Bóg chce być obecny w taki właśnie sposób. Na naczynie, na pole swojej działalności wybiera takie, a nie inne towarzystwo. Aby w ten sposób pokazywać pierwszeństwo czegoś zupełnie innego – łaski i miłosierdzia. 

Read more

SKANDAL MIŁOSIERDZIA

Miłosierdzie jest skandalem. Chociaż sami byśmy go ocze­kiwali, nie dajemy do niego prawa innym ludziom. Pytamy już nawet nie o to, „dlaczego” miłosierdzie, ale „dlaczego dla tego drania” i „dlaczego za darmo”. Dlaczego Bóg jest miłosierny wobec kogoś, kto sobie na to nie zasłużył?

Spra­wiedliwi cierpią, a grzesznikom się powodzi. Źle Pan Bóg poukładał ten świat…

Dokonujemy sądu nad bliźnim i nad samym Panem Bogiem. Przecedzamy komara, ale sami połykamy wiel­błąda (por. Mt 23, 24). Nie pamiętamy, że to my będziemy sądzeni. „Jaką miarą mierzycie – przestrzega Jezus – taką i wam odmierzą (…). Obłudniku! Wyjmij najpierw belkę z własnego oka, a wtedy przejrzysz i będziesz mógł wyjąć drzazgę z oka twojego brata” (Mt 7, 2.5). Miara sądu Bo­żego może być zaś tylko jedna, zgodna z tym, co o króle­stwie niebieskim mówi Jezus w ośmiu błogosławieństwach:

„Szczęśliwi miłosierni, ponieważ oni dostąpią miłosierdzia” (Mt 5, 7). Albo będziemy miłosierni, albo straceni. To je­dyne z błogosławieństw, które nie ma innej miary poza samym sobą: miłosierdzie za miłosierdzie.

My jednak wciąż wybieramy sprawiedliwość. Wydaje się nam, że ją poznaliśmy, posiedliśmy i potrafimy wymierzyć. To ułuda, którą samych siebie wodzimy za nos. Jeśli zaś zapanowaliśmy nad sprawiedliwością – myślimy zwiedzeni pychą – to po co nam Bóg, po co wcielenie, męka i zmartwychwstanie Jezusa?

Naszą wrażliwość duchową skrępowała katechizmowa formułka o Bogu jako „sędzim sprawiedliwym, który za do­bro wynagradza, a za zło karze”, wyobraźnię zdominowały kategorie myślenia rynkowego. Święty Mikołaj – jedna z najpiękniejszych postaci ludzkiego miłosierdzia w chrze­ścijaństwie – stał się kimś, kto przynosi prezent (grzecz­nym) albo rózgę (niegrzecznym). To głębokie zafałszowa­nie tej postaci.

Mikołaj, jeszcze zanim został biskupem, wręczył trzem prostytutkom po bryłce złota. I to wcale nie dlatego, że były grzecznymi dziewczynkami. Nie czekał aż się nawrócą i wejdą na dobrą drogę. Święty wiedział, że tylko pomagając tym dziewczynom – takim, jakimi są – da im szansę na to, aby się zmieniły: złoto wzięły jako posag i dzięki temu mogły poszukać sobie mężów.

Dawniej mieliśmy lepsze wyczucie postaci Mikołaja. Piotr Skarga, który założył pierwsze w Polsce bractwo miłosierdzia, pośród wielu inicjatyw miał także i taką, która była skierowana do prostytutek. Skarga zbierał od pobożnych mieszczan krakowskich pieniądze na posagi dla dziewczyn, które trafiły na ulicę. Tłumaczył, że mają one w życiu tylko następującą alternatywę: albo umrzeć z głodu, albo sprzedać swój wstyd. Ten fundusz dla dziew­cząt nazwał Skrzynką Świętego Mikołaja, ponieważ zrozu­miał, na czym polega kult tego Świętego.

Święty Mikołaj nie był wcale sprawiedliwy, bo po spra­wiedliwości tym kobietom nic się nie należało. Był miło­sierny. Różnica polega na tym, że przez sprawiedliwość człowiek się nie zmieni – sprawiedliwość jest dla satys­fakcji tego, który ją wymierza. Miłosierdzie jest po to, by dać człowiekowi szansę przemiany. Sprawiedliwość jest rozrachunkiem z przeszłością, miłosierdzie jest chrześci­jańską nadzieją na przyszłość.

 

„W swoim właściwym i peł­nym kształcie – pisał Jan Paweł II w Dives in misericordia – miłosierdzie objawia się jako dowartościowywanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w czło­wieku” (6). Nikt nie jest stracony, bo Bóg nie rozdaje cu­kierków grzecznym dzieciom, ale podnosi w górę tych, którzy dotknęli dna.

NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO

Słowa Ewangelii według św. Mateusza.
Po upływie szabatu, o świcie pierwszego dnia tygodnia przyszła Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób. A oto powstało wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim. Postać jego była jak błyskawica, a szaty jego białe jak śnieg. Ze strachu przed nim zadrżeli strażnicy i podrętwieli jak umarli. Anioł zaś przemówił do niewiast: „Wy się nie bójcie! Bo wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział. Chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał. A idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: «Powstał z martwych i udaje się przed wami do Galilei. Tam Go ujrzycie». Oto co wam powiedziałem”.

Pospiesznie więc oddaliły się od grobu z bojaźnią i wielką radością i biegły oznajmić to Jego uczniom. A oto Jezus stanął przed nimi i rzekł: „Witajcie”. One zbliżyły się do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: „Nie bójcie się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą”.

Oto słowo Pańskie.

            Dzisiaj jest Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego, Niedziela wszystkich niedziel, najważniejsza niedziela. Św. Paweł pisze, że gdyby nie było Zmartwychwstania bez sensu byłaby nasza wiara, nasze życie, bylibyśmy godni pożałowania; to wszystko nie miałoby głębszego sensu. Ale ono jest i nieustannie trwa i rozgrywa się w naszym życiu. Poprzez Zmartwychwstanie Chrystus jest obecny w naszym życiu, to wszystko, co się w nim rozgrywa, chociaż tego dzisiaj nie rozumiem, a nawet się buntuje, ma sens i znaczenie i wszystko prowadzi do szczęśliwego zakończenia, czyli naszego zmartwychwstania.

            Chrystus pragnie, abyś był szczęśliwy, nie zadowolony, ale szczęśliwy, aby twoje życie, mimo wielu trudów i kłopotów, miało sens. On za dużo w nas zainwestował, zbyt wielki włożył w nas kapitał, abyśmy byli dzisiaj tylko zadowoleni.

            Zmartwychwstanie to jest taki stan, dla którego zostaliśmy stworzeni i powołani. To jest to, czego Bóg dla każdego z nas pragnie i chce, i czego my, w gruncie rzeczy również chcemy, też dla siebie. Chcemy, aby z tego cośmy przeżyli, nie zginęło, co dobre, żeby nie zniknęły te osoby, te sytuacje, te momenty, które były i są wspaniałe, które kochamy; żeby nie było bólu i cierpienia, żeby nie trzeba było niczego się wstydzić i żałować. Zmartwychwstanie to jest taki stan, którego dać może jedynie Bóg.

            On w tym zmartwychwstaniu zbawia całego człowieka, całe nasze życie, to znaczy to, co się wydarzyło od poczęcia aż do śmierci, ze wszystkimi relacjami, sięgającymi o wiele szerzej, niż jesteśmy w stanie to ogarnąć. Wszystko, co jest tam, to jest dopiero to, naprawdę to, o co mi rzeczywiście chodzi i czego naprawdę od życia pragnę.

            Na zakończenie tych rozważań, na zupełny już sam koniec zdanie, a właściwie jedna z modlitw kard. Johna H. Newmana: „Prowadź, Łagodne Światło, pośród otaczającego mroku, prowadź mnie. Noc jest ciemna, a ja jestem z dala od domu. Ty mnie prowadź. Strzeż moich kroków. Nie proszę o to, abym widział daleką scenę. Wystarczy mi jeden krok – One step enough for me”.

 

            Dziękuję sobie za to, co powstało; za determinizm, wolę pisania. Były różne miejsca, gdzie dzieliłem się moimi myślami; były to przede wszystkim miejsca moich tegorocznych pielgrzymek rekolekcyjnych. Być może za parę lat sięgnę po to. Dzisiaj w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego niniejszy tekst wędruję do mego archiwum, aby później móc do niego sięgnąć i spojrzeć na słowa i miejsca, gdzie to się rodziło. A jednak z wewnętrznego imperatywu sumienia. Jeżeli chodzę nad przepaściami wiary, to unoszą mnie nad nimi skrzydła nadziei. Ona wciąż mi mówi: Odwagi, Bóg jest większy niż nasza wiara. Bóg jest większy niż nasza nadzieja.

24 kwietnia 2011, Mórkowo

Pisane także we Warszawie, Władysławowie, Szczecinie, a rozważane gdzieś w drodze.

Przez ponad 8 lat te zapiski czekały na swoją publikację. Wierzę, że w jakikolwiek sposób były pomocne w przeżywaniu tego okresu. 

Karol M. Rogasik

TRIDUUM PASCHALNE – BEZBOŻNY DZIEŃ

Cisza, krzyk ciszy, nie można dzisiaj czytać Ewangelii, Kościół nie ma odwagi czytać, proklamować Ewangelii. Doświadczenie śmierci, osamotnienia dotknęło Boga. Na szczęście jutro jest dzień, który…

            To jest ta chwila, kiedy Chrystus zstąpił do otchłani, a potem pomyśl o pięknych ikonach prawosławnych, kiedy ten moment jest utrwalony. Gdy Chrystus wychodzi z otchłani i wyprowadza z niej Adama, ale nie trzyma go za rękę, lecz za przegub, tam, gdzie się sprawdza puls serca. Tak jakby chciał sprawdzić, czy to życie od Niego do Adama przeszło. Ciebie też Chrystus chce wyprowadzić z tej otchłani, z twych piekieł, twych problemów; pozwól mu na to. Zaufaj Mu i podaj mu swą dłoń, swój przegub.

            To właściwie ostatni wpis przed tym, co jutro. Jaki był to czas, co on mi dał, przyniósł; jak go przeżyłem, co doświadczyłem; pytania nieobojętne dla nieobojętnych osób, czas niezwykły, czas niespokojny. Wszystko ma swój koniec, kres.