WIELKI PONIEDZIAŁEK

Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta posługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego oleju nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami je otarła. A dom napełnił się wonią olejku.

Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z uczniów Jego, ten, który Go miał wydać: „Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?” Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano.

 

            Właściwie przez kilka kolejnych dni jednym z głównych bohaterów (bądź antybohaterów – jak kto woli) będzie Judasz.

            Jest zdumiewające, jak człowiek, który przez trzy lata, będąc u boku Chrystusa, mógł Go zdradzić. Czy zrobił to z premedytacji, czy z własnej naiwnej głupoty? Czy Judasz do końca uświadomił sobie, kim jest Jezus? Nie wiemy!

            Bronię czasami Judasza, choć go nie usprawiedliwiam; żal mi czasami go, żal, bo czy wiedział, co czyni, co robi!?!

            Zastanawiający jest fakt, że dużo negatywnych opinii o Judaszu znajduje się tylko i wyłącznie u św. Jana, być może między nimi istniała jakaś rywalizacja o uczucie, o bliskość. Jan był przecież umiłowanym uczniem, więc, jako ten umiłowany, pozwolił sobie na garść mocniejszej krytyki względem tego, który zdradził Mistrza. Nie wiem, to tylko spekulacja.

            Ze słowem Judasz kojarzymy jednoznacznie to, co najgorsze, najpodlejsze: zdrada, oszustwa, zaprzedanie się. Jest on uosobieniem tych, którzy, gdzieś zaprzedali swą wiarę, swą godność.

Na koniec Wielkiego Postu mogę sobie zadać pytanie, do kogo mi bliżej: do Judasza, którego cechuje egoizm, prywata, własny zysk, ciasnota, skąpstwo i chytrość, czy też do Marii, która nie zważywszy na okoliczności, nie szczędzi ducha i materii, aby okazać miłość i wdzięczność względem Jezusa. W miłości nie ma targowania się, liczenia, czy przypadkiem to mi się opłaca, czy będę miał zysk. Maria nie zwracała uwagę na wartość nardowego oleju, nie rachowała, nie czyniła swoistej buchalterii, dała to, co miała, co najlepsze i to jeszcze ponad miarę.

Bogu nie możemy skąpić, dawać to, co nam zbywa, dawać mu jakieś tam zlewki; po pierwsze dlatego, że w ten sposób Go lekceważymy; a po drugie, pokazujemy Mu, jakie ma On dla nas znaczenie i miejsce. Chojnego dawcę miłuje Bóg; ile w Boga inwestujesz, tyle otrzymasz, ba stokroć więcej. Jak będziesz na Bogu oszczędzał, wydzielał, to sam stracisz. Bóg ci nic nie zabierze, ale sam sobie odbierzesz nieocenione wartości. Dlaczego? Dlatego, że w swym prymitywizmie materialnym, nie dostrzeż wielu niesamowitych spraw; chciwość tak ciebie zaślepi, że nie będziesz widział tego, na co patrzysz i nie będziesz słyszał tego, co słyszysz. Zapamiętaj to.