NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO

Słowa Ewangelii według św. Mateusza.
Po upływie szabatu, o świcie pierwszego dnia tygodnia przyszła Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób. A oto powstało wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim. Postać jego była jak błyskawica, a szaty jego białe jak śnieg. Ze strachu przed nim zadrżeli strażnicy i podrętwieli jak umarli. Anioł zaś przemówił do niewiast: „Wy się nie bójcie! Bo wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział. Chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał. A idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: «Powstał z martwych i udaje się przed wami do Galilei. Tam Go ujrzycie». Oto co wam powiedziałem”.

Pospiesznie więc oddaliły się od grobu z bojaźnią i wielką radością i biegły oznajmić to Jego uczniom. A oto Jezus stanął przed nimi i rzekł: „Witajcie”. One zbliżyły się do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: „Nie bójcie się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą”.

Oto słowo Pańskie.

            Dzisiaj jest Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego, Niedziela wszystkich niedziel, najważniejsza niedziela. Św. Paweł pisze, że gdyby nie było Zmartwychwstania bez sensu byłaby nasza wiara, nasze życie, bylibyśmy godni pożałowania; to wszystko nie miałoby głębszego sensu. Ale ono jest i nieustannie trwa i rozgrywa się w naszym życiu. Poprzez Zmartwychwstanie Chrystus jest obecny w naszym życiu, to wszystko, co się w nim rozgrywa, chociaż tego dzisiaj nie rozumiem, a nawet się buntuje, ma sens i znaczenie i wszystko prowadzi do szczęśliwego zakończenia, czyli naszego zmartwychwstania.

            Chrystus pragnie, abyś był szczęśliwy, nie zadowolony, ale szczęśliwy, aby twoje życie, mimo wielu trudów i kłopotów, miało sens. On za dużo w nas zainwestował, zbyt wielki włożył w nas kapitał, abyśmy byli dzisiaj tylko zadowoleni.

            Zmartwychwstanie to jest taki stan, dla którego zostaliśmy stworzeni i powołani. To jest to, czego Bóg dla każdego z nas pragnie i chce, i czego my, w gruncie rzeczy również chcemy, też dla siebie. Chcemy, aby z tego cośmy przeżyli, nie zginęło, co dobre, żeby nie zniknęły te osoby, te sytuacje, te momenty, które były i są wspaniałe, które kochamy; żeby nie było bólu i cierpienia, żeby nie trzeba było niczego się wstydzić i żałować. Zmartwychwstanie to jest taki stan, którego dać może jedynie Bóg.

            On w tym zmartwychwstaniu zbawia całego człowieka, całe nasze życie, to znaczy to, co się wydarzyło od poczęcia aż do śmierci, ze wszystkimi relacjami, sięgającymi o wiele szerzej, niż jesteśmy w stanie to ogarnąć. Wszystko, co jest tam, to jest dopiero to, naprawdę to, o co mi rzeczywiście chodzi i czego naprawdę od życia pragnę.

            Na zakończenie tych rozważań, na zupełny już sam koniec zdanie, a właściwie jedna z modlitw kard. Johna H. Newmana: „Prowadź, Łagodne Światło, pośród otaczającego mroku, prowadź mnie. Noc jest ciemna, a ja jestem z dala od domu. Ty mnie prowadź. Strzeż moich kroków. Nie proszę o to, abym widział daleką scenę. Wystarczy mi jeden krok – One step enough for me”.

 

            Dziękuję sobie za to, co powstało; za determinizm, wolę pisania. Były różne miejsca, gdzie dzieliłem się moimi myślami; były to przede wszystkim miejsca moich tegorocznych pielgrzymek rekolekcyjnych. Być może za parę lat sięgnę po to. Dzisiaj w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego niniejszy tekst wędruję do mego archiwum, aby później móc do niego sięgnąć i spojrzeć na słowa i miejsca, gdzie to się rodziło. A jednak z wewnętrznego imperatywu sumienia. Jeżeli chodzę nad przepaściami wiary, to unoszą mnie nad nimi skrzydła nadziei. Ona wciąż mi mówi: Odwagi, Bóg jest większy niż nasza wiara. Bóg jest większy niż nasza nadzieja.

24 kwietnia 2011, Mórkowo

Pisane także we Warszawie, Władysławowie, Szczecinie, a rozważane gdzieś w drodze.

Przez ponad 8 lat te zapiski czekały na swoją publikację. Wierzę, że w jakikolwiek sposób były pomocne w przeżywaniu tego okresu. 

Karol M. Rogasik