SKANDAL MIŁOSIERDZIA

Miłosierdzie jest skandalem. Chociaż sami byśmy go ocze­kiwali, nie dajemy do niego prawa innym ludziom. Pytamy już nawet nie o to, „dlaczego” miłosierdzie, ale „dlaczego dla tego drania” i „dlaczego za darmo”. Dlaczego Bóg jest miłosierny wobec kogoś, kto sobie na to nie zasłużył?

Spra­wiedliwi cierpią, a grzesznikom się powodzi. Źle Pan Bóg poukładał ten świat…

Dokonujemy sądu nad bliźnim i nad samym Panem Bogiem. Przecedzamy komara, ale sami połykamy wiel­błąda (por. Mt 23, 24). Nie pamiętamy, że to my będziemy sądzeni. „Jaką miarą mierzycie – przestrzega Jezus – taką i wam odmierzą (…). Obłudniku! Wyjmij najpierw belkę z własnego oka, a wtedy przejrzysz i będziesz mógł wyjąć drzazgę z oka twojego brata” (Mt 7, 2.5). Miara sądu Bo­żego może być zaś tylko jedna, zgodna z tym, co o króle­stwie niebieskim mówi Jezus w ośmiu błogosławieństwach:

„Szczęśliwi miłosierni, ponieważ oni dostąpią miłosierdzia” (Mt 5, 7). Albo będziemy miłosierni, albo straceni. To je­dyne z błogosławieństw, które nie ma innej miary poza samym sobą: miłosierdzie za miłosierdzie.

My jednak wciąż wybieramy sprawiedliwość. Wydaje się nam, że ją poznaliśmy, posiedliśmy i potrafimy wymierzyć. To ułuda, którą samych siebie wodzimy za nos. Jeśli zaś zapanowaliśmy nad sprawiedliwością – myślimy zwiedzeni pychą – to po co nam Bóg, po co wcielenie, męka i zmartwychwstanie Jezusa?

Naszą wrażliwość duchową skrępowała katechizmowa formułka o Bogu jako „sędzim sprawiedliwym, który za do­bro wynagradza, a za zło karze”, wyobraźnię zdominowały kategorie myślenia rynkowego. Święty Mikołaj – jedna z najpiękniejszych postaci ludzkiego miłosierdzia w chrze­ścijaństwie – stał się kimś, kto przynosi prezent (grzecz­nym) albo rózgę (niegrzecznym). To głębokie zafałszowa­nie tej postaci.

Mikołaj, jeszcze zanim został biskupem, wręczył trzem prostytutkom po bryłce złota. I to wcale nie dlatego, że były grzecznymi dziewczynkami. Nie czekał aż się nawrócą i wejdą na dobrą drogę. Święty wiedział, że tylko pomagając tym dziewczynom – takim, jakimi są – da im szansę na to, aby się zmieniły: złoto wzięły jako posag i dzięki temu mogły poszukać sobie mężów.

Dawniej mieliśmy lepsze wyczucie postaci Mikołaja. Piotr Skarga, który założył pierwsze w Polsce bractwo miłosierdzia, pośród wielu inicjatyw miał także i taką, która była skierowana do prostytutek. Skarga zbierał od pobożnych mieszczan krakowskich pieniądze na posagi dla dziewczyn, które trafiły na ulicę. Tłumaczył, że mają one w życiu tylko następującą alternatywę: albo umrzeć z głodu, albo sprzedać swój wstyd. Ten fundusz dla dziew­cząt nazwał Skrzynką Świętego Mikołaja, ponieważ zrozu­miał, na czym polega kult tego Świętego.

Święty Mikołaj nie był wcale sprawiedliwy, bo po spra­wiedliwości tym kobietom nic się nie należało. Był miło­sierny. Różnica polega na tym, że przez sprawiedliwość człowiek się nie zmieni – sprawiedliwość jest dla satys­fakcji tego, który ją wymierza. Miłosierdzie jest po to, by dać człowiekowi szansę przemiany. Sprawiedliwość jest rozrachunkiem z przeszłością, miłosierdzie jest chrześci­jańską nadzieją na przyszłość.

 

„W swoim właściwym i peł­nym kształcie – pisał Jan Paweł II w Dives in misericordia – miłosierdzie objawia się jako dowartościowywanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w czło­wieku” (6). Nikt nie jest stracony, bo Bóg nie rozdaje cu­kierków grzecznym dzieciom, ale podnosi w górę tych, którzy dotknęli dna.